...No więc tak (wiem, wiem: już w podstawówce uczyli, żeby nie zaczynać zdania od 'więc'...): siedze w ogródku u Karoliny, misiamy się, mówimy sobie czułe słówka i wogóle atmosfera plastic fantastic, a tu nagle dzwoni moja komóra. Odbierać czy nie odbierać - myślę sobie. A nóż to któraś z kochanek? Karolina mnie zabije, nos ma do takich spraw jak detektyw Poirot. Odbieram!
- Siemasz Ron, tu Młody. Jedziemy do Albanii?
- Eee, ekhm, Młody wiesz, właśnie wróciłem z wygnania do Anglii i przy okazji zrobiłem sobie Tour de Europe przez Szkocje i Alpy... Czekaj zapytam.
Moje kochanie oczywiście wykazało pełne zrozumienie i zero sprzeciwu co przełożyło się w linii prostej na dwa R1100GS lecące kilka dni później przez Boboszów w stronę ukochanej Yugolni!...
(Ach, byłbym zapomniał. Lecą z nami nowi znajomi Radek z żoną na lokomotywie czy czymś takim. Nie wiem nie znam sie na czoperach.)
Lekko za granicą z Czechami Młody zmienia zdanie na temat usterki w swoim gieesie i postanawia jednak ograniczyć wyciek oleju spod pokrywki zaworów. Radek w tym czasie dobija powietrze w kołach. Przy znamionowym 0.8 bara, lokomotywa nie zachowywała sie stabilnie w wyprzedzaniu na autostradzie. Dziwne, bo przednie koło było odciążone dzięki pasażerowi i trzem ogromnym kufrom... ;)
Kimamy gdzieś przy gorących źródłach na Węgrzech (nuuuda),potem lecimy na zarąbistą drogę Banjaluka-Jajce.
Zaraz za miastem śpimy na fajnym kempingu, nie pijemy piwa i nie skaczemy rano na bańke i nie tylko do lodowatego strumienia.
A to Sylwia, Radek i kemping przy strumieniu.
Droga Banja Luka - Jajce to bajka. Polecam szczerze. Fajny asfalt, dużo zakrętów, ukryta w kanionie, leci wzdłuż rzeki.
Dalej zwiedzamy Jajce (warto) i robimy zdjęcia wodospadu.
Potem jest nuuuda i tłok na drogach aż docieramy do Sarajewa. Drogi kemping, ale fajne miasto i mieszczanki ;)
(laski by Młody...)
Tniemy Komara...
Za Sarajewem lecimy przez niezłą przełęcz ze znakami "Pazi, miny!". W opuszczonym domu znajdujemy łuski i naboje. Chyba snajperskie bo na kałacha to troche za duże.
No i Czarnogóra. Przepiękny kanion Pivska
i niesamowity Durmitor w którym sobie postanawiamy spać.
Jesteśmy chyba ostatnim rocznikiem który ma okazję przejechać trase szutrem. Prace nad asfaltem szybko się posuwają naprzód.
Dalej fantastyczny kanion Tary,
jezioro Szkoderskie, kemping "Neptun" w Ulcinju i plażowanie.
Albania tuż tuż za rogiem.
Na granicy nie przepychamy się bez kolejki, nie strzelamy z wydechów i nie przejeżdżamy na międzynarodowym prawie jazdy zamiast paszportu. Lecimy prosto hajłejem
do Tirany,
Nie wzięliśmy żadnej mapy, drukujemy sobie mapke poglądową z gugla i przynajmniej wiemy dokąd jechać. Z Tirany nad morze do bunkrów na plaży. Trochę syf, ale jest fajnie.
Daliśmy troche d. bo trzeba było pojechać do końca pod granice z Grecją, tam podobno najładniej. No i w góry rzecz jasna. Niestety Karlovacko nas kusiło mocno więc kiedy...
Po dwóch dniach trochę nam się nudzi, postanawiamy jechać do Gizma który stacjonuje w Chorwacji.
Tam też jest fajnie :) Po drodze zaliczamy Szkoder,
Kotor
...gdzie przystajemy w "Biker's Cafe"
U Gizma są szkolki
zimne piwo, smaczne wino, czysta woda i gorąca plaża
OK. Umówmy się, że się poślizgnął...
i zabawy z Zorką (the Magic Poodle).
Po kilku dniach u Gizma lecimy na Mostar
i Jajce, gdzie nocujemy. Fajny kemping, klasa ADAC. Warto pamiętać.
GGdzieś w trasie jemy w samo południe wielką pizzę. Jest tak gorąco, że wskakujemy pod mini wodospad w całym ubraniu motocyklowym. Parę godzin później zaliczamy mini udar termiczny: jedziemy jak we śnie, wbijamy na tankstelle, wypijamy po póltora litra zimnego icetea i śpimy 2h w cieniu, na betonie.
Nota bene wtedy pobijamy rekordy spalania: Młody robi 100km na 3,6L paliwa. Tak go to nakręca, że pod Brnem próbuje zrobić milion kilometrów na baku w wyniku czego jego GS staje bez ducha 1km przed stacją benzynową... :)
A wracając do Polski zaliczamy jeszcze Kutasa ;)
Nocujemy nad Balatonem, potem w okolicach Pragi.
Dziekuję za uwagę i pozdrawiam.
Reszta fotek na mojej Picasa.
PS Czoper odłączył się od nas przed Albanią i poleciał sobie do Chorwacji. Różne motocykle, różne style jazdy, nie daliśmy rady. Spotkaliśmy ich jeszcze w Zaostrogu. Miny mieli zadowolone więc chyba oni też dobrze się bawili.
PPS Ale ze mnie dureń. Po napisaniu całej relacji przypomniałem sobie, że mam drugą...
Dla cierpliwych: Druga relacja
(c) RON

