ADV Poland - serwis podróżników motocyklowych

Start Artykuły Podróże Motocyklowa wyprawa po USA - Route 66

Ucieczki motocyklowe - Petersburg i Katyń

News image

Juz początek czerwca, wyjazd zbliza się wielkimi krokami a my wciąż majstrujemy przy motocyklach. W serwisie były już  wszystkie. Fazer, BMW i VFR i dostały po komplecie nowych opon a Transalp za to wyposażony został w nowy stelaż do sakw. Do BMW szyje sie nowa kanapa, bo oryginalna nie nadaje ...

Podróże | Ron | 2010.12.28



Motocyklowa wyprawa po USA - Route 66

Email Drukuj
Autor: 4motion

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Szlakiem historycznej drogi Route 66 - 8 + 2 stany (IL, MO, KA, OK, NM, TX, AR, NE, UT, CA)

Podróż ta to jak zwykle wynik: marzeń, pogoni za czymś nowym i nieznanym, tęsknot za wolnością i przygodą. Czy może być coś bardziej ucieleśniającego te dążenia niż pokonanie motocyklem amerykańskiej ?matki dróg? Route 66?

Pewnego zimowego wieczoru kupiliśmy bilety do USA dla trzech motocyklistów (i trzech pań z wozu technicznego) i to był początek, klamka zapadła. Późnej, całe pół roku, to wyszukiwanie wszelkich informacji o trasie, wertowanie przewodników, buszowanie po internecie.
Ogólny plan był taki: ?latem, na motocyklach robimy Route 66? czyli lecimy do Chicago, kupujemy (lub pożyczamy) motocykle i jedziemy do Los Angeles oglądając po drodze jak najwięcej. Wracamy samolotem z LA nadając wcześniej statkiem kupione motory.

(zdjęcia wkróce)znikajaca Route 66 - Illinois

Dzień 1 ? sobota; 23/08/08
rano przejazd do Berlina, dla nas to tylko 200 km, auto zostawiamy na oddalonym o parę minut od lotniska parkingu (cena to 1/3 opłaty na parkingu Tegla a dowożą i przywożą pod drzwi w cenie opłaty).
Przelot do Chicago bez przygód, z przesiadką w Paryżu - bez żadnych wrażeń jeśli nie liczyć dobrej kawy na lotnisku Charles de Gaulle.
Wieczorem przylatujemy do Chicago. Pierwsze wrażenia dość dziwne: ciepło i wilgotno jak na południu Europy, to przecież wysokość geograficzna naszego Madrytu. Odbieramy zarezerwowane auto i lokujemy się w hotelu.
Wieczorem, trochę zmęczeni ale podekscytowani, zwiedzamy Down Town. Chicago to trzecie miasto w USA, po NY i LA. Downtown to tzw. Pętla ? Loop, zamknięta linią kolei nadziemnej i rozlokowana nad brzegiem jeziora wzdłuż tzw. "Wspaniałej Mili". Na terenie Loop mieszczą się takie budowle jak Sears Tower, Hankok's Tower (to zwiedzamy), Planetarium Adlera, czy Instytut Sztuki.
Jutro zaczynamy najważniejsze w Chicago ? poszukiwanie motocykli.

Dzień 2, 3 i 4? niedziela, poniedziałek, wtorek; 24-26/08/09
to kursowanie pomiędzy dealerami motocyklowymi, chwile zwątpień, nerwów przedzielane chłopięcym podnieceniem spowodowanym widokiem takiej masy różnorodnych motocykli.
Ceny trochę wyższe niż się spodziewaliśmy ale to i tak połowa ceny polskiej. Dużo problemów spowodowanych naszą niewiedzą, amerykańską biurokracją i presją czasową (termin lotu powrotnego z LA już zabukowany). W pewnym momencie wraca opcja wypożyczenia motocykli ale okazuje się że odbywający się rocznicowy (105 lat Harley Davidson) w pobliskim Milwaukee wymiótł wszystko na dwóch kółkach w promieniu 100 km.
Wreszcie są, modele takie jak wymarzyliśmy, dealer sprzedaje bez podatku (motocykle muszą oczywiście opuścić USA), załatwia rejestrację a my ubezpieczamy motocykle. Z jednodniowym poślizgiem ale jesteśmy gotowi.

Dzień 5 ? środa; 27/08/09
pakujemy się i ruszamy. Wreszcie na szlaku, Route 66 przed nami w całej okazałości. Z tą okazałością początkowo nie było najlepiej, obłożeni przewodnikami, wspomagani GPS nie możemy odszukać starej, historycznej drogi. Także później wielokrotnie okazało się że ?Old 66? przeistacza się w nową autostradę, czasami wiedzie starym szlakiem a czasami wręcz znika zupełnie. Dopiero po kilkudziesięciu kilometrach od startu w Chicago (gdzie formalnie rozpoczyna się szlak) zobaczyliśmy pierwszy znak ?Old Historic Route 66?. Miał on nam towarzyszyć już do końca aż do Pacyfiku. Różne stany z różną uwagą traktują tą starą drogę, najbardziej widoczne jest dbałość o ten zabytek w Kalifornii, najmniej chyba w Arizonie.
Początek dość monotonny, Illinois (poza Chicago) to raczej niezbyt zamożny stan a podstawowym elementem krajobrazu jest wszechobecna kukurydza. Początkowo zjeżdżamy z drogi przy każdym drogowskazie Old Route 66 nakazującym to zrobić, za każdym razem okazuje się że to zapobiegliwość miejscowych kieruje nas do ?centrum? przydrożnej wioski w której nic interesującego nie ma. Nie reagując później na te zjazdy być może coś ominęliśmy ale myślę że poza jakąś remizą nie było to nic godnego uwagi.
Pierwszy nocleg po około 180 milach, w Lincoln pomiędzy Bloomington a Spriengfield. Ciągle jesteśmy w Illinois.
Tutaj, jak i prawie zawsze później, nocujemy w przydrożnym motelu. Tym razem jest to sieć Super 8, bardzo popularna w zachodnich stanach. Standard wszędzie jest dość podobny, ceny także. Jedno i drugie do przyjęcia, za 60-80 $ dwie osoby śpią dość komfortowo z porannym, trochę cienkim śniadankiem (kawa, musli z mlekiem, sok, jakiś bułko-donat). Pomijając te hotelowe śniadania, z jedzeniem było lepiej niż się spodziewaliśmy, odkryciem dla nas była amerykańska wersja Subway, oferująca w porze lunchu super sandwicze, Danny (sieć troszkę lepszych od znanych nam fast foodów) serwujący duże porcje od jajecznicy po steki. Na porządną amerykańską wyżerkę mięsną ostrzyliśmy sobie zęby już w Polsce. Nie zawiedliśmy się, wołowina w Oklahomie i Arizonie jest wyborna, jak zwykle najlepiej w knajpie w której dużo tubylców.

Dzień 6 ? czwartek; 28/08/09
wjeżdżamy do stanu Missouri, granicą jest rzeka Missisipi ? przejazd przez Martin Luther King Bridge, ciekawą kratową konstrukcję mostową i od razu centrum St Louis.
Od tego stanu mamy dodatkową atrakcję free ride, w stanie tym i następnych (bez Kalifornii) dozwolona jest jazda bez kasku. Przy obowiązujących tutaj prędkościach i pogodzie jest to dla nas spora frajda.

Główną atrakcją turystyczną St Louis jest Gateway Arch ? obiekt architektoniczny w kształcie 192-metrowego stalowego łuku. Symbolizuje on wrota na zachód dla pionierów którzy przed laty tutaj rozpoczynali swą wędrówkę do upragnionej Kalifornii. Nie mogliśmy i my opuścić tej atrakcji, po drobiazgowej kontroli antyterrorystycznej wjechaliśmy malutkimi windami na sam wierzchołek. Konstrukcyjnie i architektonicznie jest to bardzo ciekawa budowla, w latach 60-tych została zaprojektowana przez amerykańskiego architekta fińskiego pochodzenia Eero Saarinena.
Rozpiętość łuku przy podstawie wynosi 192 metry (tyle samo co jego wysokość). Każda część, z której jest zbudowany łuk, to trójkąt równoboczny o boku 16,5 m przy podłożu, do 5,2 m w najwyżej położonym punkcie. Konstrukcja wykonana jest z dwupłaszczowych modułów stalowych o przekroju trójkątnym. Wewnętrzny płaszcz ze stali węglowej tworzy konstrukcję, natomiast zewnętrzny płaszcz ze stali nierdzewnej jest wykończeniem łuku. Nowatorska konstrukcja nie posiada wewnętrznego szkieletu nośnego, moduły są samonośne.
Z góry widok na całe miasto. Robi się coraz bardziej gorąco, odwieczny problem motocyklistów: w czasie jazdy rzadko kiedy jest za gorąco ale każdy przystanek to gotowanie się pod kombinezonem.
Wyjeżdżamy z miasta międzystanową drogą 44. Zjeżdżamy na starą drogę 66, trasa dość monotonna, atrakcją okazuje się małe miasteczko Halltown, kawałek za Springfield (tym drugim, za St Louis, bo wcześniej było inne miasto o tej samej nazwie). Przy samej drodze starsza pani prowadzi piętrowy sklep-muzeum z tysiącami gadżetów, rupieci. Na niektórych z nich napis: ?to nie są śmieci - to jest na sprzedaż?. Obok, pastor pozwala obejrzeć uniwersalną salkę gminną, tym razem przeistaczaną na ślubną kapliczkę. Okolica spokojna, sielska i senna.
Po południu wjeżdżamy do Kansas, wygląda na to że Route 66 specjalnie zahacza o ten stan aby go ?zaliczyć?, trasa wiedzie bowiem przez Kansas na odcinku zaledwie 12 mil. Przejeżdżamy przez miasteczka Galena (nazwa pochodzi od nazwy siarczku ołowiu ? galena który kiedyś wydobywano w tutejszych kopalniach), Baxter Springs (kiedyś centrum hodowli i handlu bydła, dziś bez tego znaczenia z powodu konkurencji Texasu) i jesteśmy już w następnym stanie: Oklahoma.

dzień 7 ? piątek; 29/08/09
Zgodnie z charakterystyką stanu droga wiedzie przez dość monotonne rozległe równinne wyżyny. Urozmaiceniem był fragment prawdziwie off-roadowy trasy, zgodnie z kierunkowskazami droga przeistoczyła się w czerwono szutrową dróżkę. Na odcinku tym nie było prawie żadnego ruchu a z rzadka spotykani tubylcy mówili że ?to jeszcze tylko kawałek? takiej nawierzchni. Były za to czas i warunki na sesję zdjęciową.
Droga wiedzie przez Tulsę drugie miasto stanu i Oklahoma City jego stolicę. W tym drugim zatrzymujemy się w poszukiwaniu bazaru sprzedającego lokalne starocie; po lekkim kluczeniu, jest ? stara hala targowa z rzędami ?butików? z mydłem i powidłem. Zdobyczą jest oryginalny, używany kapelusz Stetson.
Późnym popołudniem dojeżdżamy do Elk City. To nieduże (ok. 10.000 mieszkańców) powiatowe miasteczko. Tutaj całkiem przypadkowo trafiamy na coroczne, międzystanowe rodeo. Szybka kąpiel w motelu, przebieramy się i idziemy na imprezę. To prawdziwe święto dla miasta. Od prawie 70 lat, Elk City jest gospodarzem jednego z najbardziej renomowanych rodeo w stanie Oklahoma. Rodeo of Champions, odbywa się w każdy Labor Day na Beutler Brothers Arena i przyciąga tysiące odwiedzających żądnych obejrzenia najwyżej notowanych cowboys i cowgirls walczących o pieniądze i punkty w klasyfikacji federalnej.
Faktycznie impreza organizowana jest z rozmachem i perfekcją. Największe zdziwienie, poza konkurencjami, budziły ?przerwy na reklamy? gdy na arenę wjeżdżały dziewczyny na koniach ze sztandarami - billboardami reklamowymi lokalnych firm.
Nagrody w poszczególnych konkurencjach sięgały 20.000 $, najwięcej za powalenie i spętanie kilkuset kilogramowego byka.

Dzień 8 ? sobota, 30/08/08
Wjeżdżamy do legendarnego, szczególnie dla chłopców wychowanych na telewizyjnych westernach, stanu Texas; krajobraz ulega niewielkim zmianom, pojawiają się jakieś formy skalne, to przedsmak gór przed nami. Trochę ponad 100 mil drogi nawijamy szybko, przejeżdżając przez 200 tysięczne Amarillo. Zatrzymujemy się na zakupy w dużym centrum handlowym, konkurencyjny amerykański rynek, niski VAT oraz chwilowo tani dolar sprawiają że wszytko jest relatywnie tanie, szczególnie dobre europejskie marki. Po zaspokojeniu naszego konsumpcyjnego ego, coś dla ciała - zatrzymujemy się w dużym steakhousie, sceneria jak z westernu, na podłodze stosy łupinek z orzeszków arachidowych, na talerzach porządne 14 uncjowe steki.

Najedzeni i obkupieni ruszamy dalej, to tutaj (na zachód od miasta, przed Bushland) jest Cadillac Ranch, znane z wielu zdjęć miejsce, gdzie przy międzystanowej 40-tce (w tym miejscu pokrywającej się z Route 66) jest kilkanaście pionowo stojących, kolorowych Cadillaców wkopanych do połowy w ziemię.
Przed nami następny stan: New Mexico, okazja do postoju i zdjęć - tablica stanowa, najlepiej gdy jest historyczna z logiem Route 66.
Jadąc zgodnie z drogowskazami historycznej drogi wjeżdżamy nagle na nawierzchnię szutrową, im dalej tym coraz gorzej. Ze względu na to że robi się ciemno, podwójnie bo zmierzch i kurz, wracamy na autostradę. Obawialiśmy się tego co zdarzyło nam się parę dni wcześniej ? droga po prostu nagle skończyła się.
Pięćdziesiąt kilometrów nocną autostradą, śpimy w motelu w Santa Rosa.

Dzień 9 ? niedziela, 31/08/08
Przejeżdżamy przez największe miasto stanu, prawie pół milionowe Albuquerque. Jego nazwa pochodzi od nazwiska wicekróla hiszpańskiego, bo to Hiszpanie w 1706 założyli to miasto. Dziś najbardziej znane jest ono z corocznych międzynarodowych zawodów balonowych, startuje tu nawet 1000 balonów. Niestety odbywają się w październiku, miesiąc później niż tu byliśmy.
Miasta po drodze: Gallup, Winona czy Flagstaff znane są głównie z ? standardu rockandrollowego Get Your Kicks On Route 66 Bobby'ego Troupa i z niczego innego. W tekście, śpiewanym przez wiele gwiazd, będącym swoistym dziennikiem podróży po Route 66, są wymienione m.in. te miasta.
Nocleg w Flagstaff, jak zwykle motel, tym razem Super 8.
Jutro zboczymy z naszej trasy odwiedzając dodatkowe dwa stany Utah (dla kanionów) i Nevada (dla kasyn).

Dzień 10 ? poniedziałek, 1/09/08
Rano, zgodnie z ustaleniami telefonicznymi (tak odbyła się rezerwacja i zakup biletów), jesteśmy w biurach firm lotniczych obsługujących loty nad Grand Canyon. Wszystko bardzo sprawnie, włącznie z ważeniem każdego klienta poprzez wbudowaną w podłogę przed kasą wagę. Waga ta decyduje też kto gdzie siedzi w helikopterze, prośba o zamianę miejsc w ramach naszej grupy była długo dyskutowana przez personel o dopiero pilot zdecydował że mogę zamienić się miejscami z żoną.
Sam lot i wrażenia godne polecenia. Jest to rzecz dla której warto przyjechać do Ameryki. Opis czy nawet zdjęcia nie oddadzą skali i piękna tego miejsca, to trzeba zobaczyć. Ale nawet suche cyferki mogą zachęcić: przełom rzeki Kolorado - Wielki Kanion ma 349 km długości i w najgłębszym miejscu 2.133 m głębokości, szerokość waha się od 800 m do 29 km w najszerszym miejscu. Jest to największy przełom rzeki na świecie.
Wieczorem pełni wrażeń dojeżdżamy do miasta Page nad jeziorem Powell, kilkadziesiąt kilometrów na północ od Grand Canyon. Wjeżdżając zauważamy drogowskaz do kanionu Antelope ale stwierdzamy że jest za późno. Dobrze że nie skasowaliśmy tej atrakcji bo następnego dnia okazało się że to niezapomniane przeżycie - Canyon Antelope.

Dzień 11 ? wtorek, 2/09/09
Antelope Canyon koło Page jest jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejsc na ziemi. Delikatnie rzeźbione w piaskowcu ?nawaho? w trakcie licznych tysiącleci kaniony zaczynają się wąską szczeliną a kończą majestatycznie; wąskie przejścia tylko dla małej grupy idącej piaszczystym dnem, sporadyczne szyby światła świecącego w dół z góry i oszałamiająca gra świateł o rożnych odcieniach pomarańczy, czerwieni i fioletu - to jest Canyon Antelope.
Naprawdę są to dwa odrębne kaniony - Górny i Dolny Antelope. Każdy zawiera ukryte "gniazda" wyrzeźbione z piaskowca oraz szczeliny od południa do Lake Powell. Miejscami kanion jest tak wąski, że w wielu miejscach można rozłożyć ramiona i dotykać jego obu stron .
W języku plemienia Nawaho nazwą Górnego Antelope Canyon jest "Tse' bighanilini?, co oznacza "miejsce, gdzie woda biegnie przez skały". Przez większą część roku kanion jest suchy ale w porach deszczu jest niedostępny. O skali zagrożenia przypomina obelisk ku pamięci kilkunastu turystów którzy zginęli tutaj w czasie gwałtownego deszczu. Przewodnikami i strażnikami kanionu są Indianie z plemienia Navaho, rząd federalny nadał im to prawo w ramach rekompensat za utracone mienie. Koszt wejścia to 15$ (2008 r.). Na pewno warto.
Wczesnym popołudniem dotarliśmy do Parku Narodowego Zion. Zwiedzać można go wjeżdżając wahadłowymi autobusami a później na piechotę. Nie wiem czy na tle ostatnich wrażeń czy z braku czasu, Zion wydał nam się średnio atrakcyjny. Dużo ludzi, zbyt podobnie do naszych gór.
Późnym wieczorem docieramy do Las Vegas. Wjazd nocą do tego miasta jest atrakcja podwójną, jadąc krętą autostradą (górki) nagle na pustyni wyłania się gigantyczna plama świetlna, po chwili zaczynamy rozróżniać większe hotele. Najbardziej widoczny to nasz docelowy The Stratosphere, ostatecznie to ponad 300 m wieża. Ale ta bliskość jest złudna, jedziemy prawie godzinę zanim docieramy do centrum. Mimo późnej godziny jest duszno i gorąco. To wrażenie będzie nam towarzyszyć przez kilka następnych dni.
Sam hotel zarezerwowaliśmy jeszcze z Polski za ?śmieszne? 29 $ za dwuosobowy pokój. A przecież hotel jest przy głównej, legendarnej ulicy ?The Strip? i sam w sobie jest atrakcją. Jego charakterystyczna cecha to wieża o wysokości 350 m, najwyższa budowla w stanie Nevada
Na jej dachu znajdują się trzy wesołomiasteczkowe atrakcje: Big Shot ? słup z platformą wynosząca pasażerów w górę i spadająca z prędkością 72 km/h; Insanity - masywne, mechaniczne "ramię" z karuzelą rozciągające się na 20 m od krawędzi wieży; X-Scream - huśtająca się platforma z zamontowanym torem dla wagoniku jeżdżącego w przód i w tył i wysuwającym pasażerów 8 m od krawędzi wieży, 264 metry nad ziemią. Dla nas samo wejście na dach było wystarczająco nasączone adrenaliną

Dzień 12, 13, 14 ? środa, czwartek, piątek; 3-5/09/09
Las Vegas, trzy dni tego co człowiek robi w Las Vegas

Dzień 15 ? sobota; 6/09/09
wyjeżdżamy z Sin City, niestety za nasze grzechy (i przez głupotę) zbyt późno bo około południa. To co w mieście w klimatyzowanych hotelach i sklepach było do zniesienia na pustyni już nie ? upał. Każdy odkryty fragment ciała (nawet końce palców odsłonięte w letnich motocyklowych rękawiczkach) wystawiony na słońce i gorące powietrze parzył. Efekt chłodu w czasie jazdy motocyklem, znany wszystkim bikerom, tutaj nie działał ? nie ważne jak szybko jechałeś było za gorąco. Stanęliśmy na samotnej pustynnej stacji z klimatyzacją i nie chcieliśmy wyjść stamtąd aż do zmierzchu.

Od tego momentu jazda zrobiła się znośna, po wjeździe do Kalifornii natknęliśmy się na zamkniętą starą stację benzynową. Pokręciliśmy się chwilę i pojawił się gość który nie tylko uruchomił dystrybutor ale otworzył cała stację. Był to jeden z niewielu zabytkowych rarytasów Route 66. To stąd pochodzi wiele zdjęć przewodnikowych neonów, wnętrz stacji i totemu reklamowego. Droga w Kalifornii odpowiadała najbardziej naszym wyobrażeniem o Matce Dróg, w całości jest dobrze utrzymana w pierwotnym stanie, nigdzie nie przeistacza się w stanową autostradę, nigdzie nagle nie znika lub nie zamienia się w szutrową ścieżkę. Coś co dodatkową odróżnia kalifornijską Route od pozostałych to sposób oznakowania, emblematy drogi są olbrzymie i malowane na ? asfalcie, Wygląda to efektownie, szczególnie na zdjęciach.
Zrobiliśmy tego dnia niewiele kilometrów i dojechaliśmy do Barstow, pozytywem było to że byliśmy w Kalifornii.

Dzień 16 ? niedziela; 7/09/09
koniec Route 66, popołudniem dojeżdżamy do Santa Monica, dzielnicy Los Angeles gdzie koniec ma trasa. Gratulujemy sobie wytrwałości i szczęścia patrząc na plaże Oceanu Spokojnego. Po drodze przejeżdżając przez Hollywood nasza droga krzyżuje się z inna historyczną drogą numer 101 wiodącą wzdłuż wybrzeża Pacyfiku przez całą Kalifornię, może to nasze następne wyzwanie?
Zarezerwowany parę dni temu hotel to jeszcze ponad 100 km na południe, miejscowość Dana Point. Chcieliśmy ostatnie dni spędzić między San Diego (umówiliśmy się z mieszkającą tu koleżanką z lat szkolnych) a Los Angeles.
Jazda autostradą w LA, w niedzielny wieczór, motocyklem to przeżycie samo w sobie. Osiem (liczyłem) pasów w każdą stronę, tysiące aut - to wyzwanie nawet dla kogoś kto często przemierza niemieckie autostrady.

Dzień 17- 21; poniedziałek ? piątek; 8-12/09/09
zwiedzamy okolice Los Angeles - San Diego, Hollywood, Beverly Hills. Dużo komercji (Universal Studio, Water World San Diego), fajne plaże i miłe spotkania.
Ostatniego dnia nadajemy frachtem motocykle do Europy a...

Dzień 22 piątek; 13/09/09
w piątek rano lecimy w tym samym kierunku.

52883_20090922_1394926767 52889_20090922_1260024585

52887_20090922_1621799601 52889_20090922_1260024585

53225_20090922_1531971955 53232_20090922_1517967662

Link do Galerii

 

 




tagi:

Zmieniony: piątek, 09 lipiec 2010 23:33  

Pilnik

Ostatnia wiadomość: 2 weeks, 1 day temu
  • AruniA_CK : naklejeczka adv
  • Orzep : Arunia_CK...o co kaman, bo nie łapie?
  • AruniA_CK : Witam maniacy :) poszukuje lepy adv moze byc w formie cyfrowej.
  • Alchemik : jak ja się cieszę, że was widzę - już się obawiałem, że to koniec ;)
  • roq : chyba admin zapomniał domenę opłacić :)
  • Orzep : ...ostatnio nie hulało kilka dnia ;-(
  • Orzep : RZADZĄCYCH proszę info gdyby ADVPOLAND miało zakończyć działalność, gdyż jest tu wiele cennych "informacji
  • kowal : opolskie prudnik,pozdrawiam
  • Alchemik : Siema kowal - a w jakiej części kraju śmigasz??
  • kowal : witam i serdecznie pozdrawiam jestem nowy smigam kle500 wczesniej xt600 bardzo fajnie tu u was
  • AruniA_CK : sezon rozpoczety :)
  • eric : Dokładnie! Piękne słońce i ciepło. Ależ nosi....
  • AruniA_CK : nie spać wiosna idzie !!!
  • Alchemik : ja to cienki bolek jestem brakuje mi jeszcze z 5kg naklejek, ale plany wyjazdowe już mam ;)
  • eric : Do diaska - trafiony, zatopiony ;)
  • Orzep : hehe..."oNas" jest na 5ej stronie artykułu «link»
  • Orzep : Mario to wina....tych dwóch pierwszych cyfer w pesel'u ;-)
  • mario : Siemka. To trzeba mieć szczęście, wstawiając moto do busa przestawiłem se bark, zwykły ruch kierownicą .... 4 tygodnie w usztywnieniu...ech...
  • sal : Pięknych podróży i niezapomnianych przygód w 2012! :D
  • Orzep : "WOLNOŚĆ" na motocyklu... «link»
  • eric : Wszystkim bez wyjątku, Świąt spokojnych, relaksujących i radosnych.
  • Monika : Spokojnych... «link»
  • Monika : "Tak po cichu i powoli Białym śniegiem nuci mu, Choćby dziś w tym jednym dniu: Pokój ludziom dobrej woli!"
  • Orzep : Rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia życzę Szanownym
  • Alchemik : Zdrowych Wesołych Świąt wszystkim życzę «link»
  • Orzep : Alchemik...dobre ;-))
  • Alchemik : «link»
  • Alchemik : «link»
  • Orzep : Rządowy sposób na dorobienie do budzetu... «link»
  • TheRed : Hej!
  • Alchemik : :) - «link»
  • Orzep : ...życie! ;-) «link»
  • Alchemik : Ron myślę, że bez protezki bezpieczniej ... ;)
  • Orzep : RONie...ponad 90%relacji to moje "pstryki"
  • Ron : 60-latka: protezke...
  • Ron : orzep, zdjecia zrobily na mnie duze wrazenie. twoje?
  • Alchemik : halloooo nie śpimy piszemy ;)
  • Alchemik : Uliczna ankieta wśród pań szuka odpowiedzi na pytanie "Co należy nosić aby partner uznał Cię za atrakcyjną?" Odpowiada 20-latka: - Bikini 30-latka: - Miniówę... 40-latka: - Versace... 50-latka: - Skrzynkę piwa...
  • Orzep : Jakby sie komus nudzilo to mojaGruzja2011: «link»
  • Ron : cicho jak na bajraszowym blogu z wyjazdu :)
  • bajrasz : o teraz się pojawiło...coś tu cicho
  • bajrasz : piszę i nic się nie wyświetla...hmm
  • eric : a pozostali korzystając z pogody - jeżdżą, zamiast pisać ;)
  • Alchemik : zaraz tam zdechło - szykujemy się na rozpoczęcie roku szkolnego dlatego taka cisza ;)
  • drc_huna : Coś zdechło forum, chyba, raczej
  • Ron : lugar bonito. saudaç?es de trabalho!
  • Monika : Boa noite z parku przy Santa Clara w samym sercu starej, poczciwej Alfamy
  • eric : Czarny humor o Czarnym Lądzie ;)
  • Ron : nie nakarmic - nieludzkie. nakarmic - zaleja nas jak chinczycy...
  • eric : Wczoraj słuchałem wywiadu z Ochojską i wydaje mi się, że mówi do rzeczy. Mądre ma podejście do spraw pomocy na Czarnym Lądzie.

Tylko zarejestrowani mogą pisać.

Zalogowani

Brak

Online

Naszą witrynę przegląda teraz 383 gości