Tym razem moją przygodę rozpocząłem trochę nietypowo jak na wyprawę motocyklową, ale ze względu na to że postanowił się na nią wybrać także mój 6-cio letni syn uciążliwości podróży postanowiłem maksymalnie ograniczyć i do pierwszego etapu tego najnudniejszego użyć samochodu.
Tak więc środowego ranka zapakowaliśmy nasze graty i motocykl na samochód i ruszyliśmy do Niemiec w okolicę Monachium by tam następnego ranka przesiąść się na naszego Transalpa i wreszcie poczuć wiatr we włosach wśród pięknych widoków na drodze równej jak przysłowiowy stół. Kierunek Livorno skąd w niedzielę rano odpływa nasz prom na wyspę pełną kontrastów , uroczych zakątków i pokręconych równych dróg co dla nas motocyklistów chyba najprzyjemniejsze. Ale po kolei.
Czasu mieliśmy sporo bo aż cztery dni na pokonanie ok.900km trasy , więc śpieszyć się nie było po co. Pierwszy nocleg wypadł w połowie tego odcinka nad uroczym włoskim jeziorem Lido di Garda , pokonaliśmy go autostradą co w tej chwili uważam za stratę pieniędzy ponieważ w drodze powrotnej wybrałem alternatywną do autostrady drogę i o wiele przyjemniejszą zresztą ilość poruszających się po niej motocykli świadczyła o tym że to trafny wybór , od machania mijającym mnie kolegom naprawdę rozbolała mnie ręka a 20euro za autostradę zostało w kieszeni. Kolejny etap do Livorno to już tylko drogi wśród gór , gdzie po raz pierwszy nas zmoczyło. W piątek wieczorem już rozbijaliśmy namiot w Tirrenii parę kilometrów od portu z którego mamy prom. Sobota to czas na morską kąpiel zwiedzenie Pizy i odpoczynek choć za bardzo nie było po czym.
Wreszcie niedziela 6.00rano pakujemy namiot i dalej na prom. Prom zamówiłem wcześniej przed wyjazdem przez Internet. No i płyniemy ale frajda synowi uśmiech nie schodził z twarzy zresztą mnie też ,a po 4,5 godzinnym rejsie dotarliśmy do Bastii skąd udaliśmy się na najbliższe pole namiotowe. Ceny pól są bardzo zróżnicowane więc radzę najpierw się rozejrzeć przed podjęciem ostatecznej decyzji ,na wyspie ku mojemu zdziwieniu jest znacznie taniej niż we Włoszech gdzie byłem bliski ogłoszenia bankructwa a to przez opłaty za autostrady a to przez ceny pól namiotowych ,może dlatego że to już Francja nie wiem. Noc spędzona we własnym namiocie z motocyklem na „werandzie” to koszt od 13-23euro,za syna płaciłem połowę stawki więc należy doliczyć ok. 4euro gdyby wziąć wariant z dwoma osobami dorosłymi. Z tych najdroższych kampingów nie korzystaliśmy. Wszędzie mieliśmy do dyspozycji ciepłą wodę prysznic i prąd za co we Włoszech dodatkowo trzeba było płacić.
Na wyspie wybrałem wariant objazdowy a to dlatego że jest tu mnóstwo do oglądania a sama przyjemność z jazdy po tamtejszych drogach wprost nie do opisania. Bardzo polecam wam wycieczkę na przylądek Korse i zamek na wzniesieniu w Nonza tam właśnie udaliśmy się na naszą pierwszą wycieczkę. Jeśli ktoś czytał o podróżowaniu po Korsyce zapewne wie że trzeba baczną uwagę zwracać na zwierzęta dzikie czy nie sam już nie wiem ,ale poczynając od świń biegających po ulicach przez kozy ,krowy pasące się w przydrożnych rowach a nawet konie. Port w Bonifacio ,czy Porto ze swoimi zatokami należącymi do skarbów przyrody UNESCO to miejsca które na wyspie trzeba zobaczyć. Liczne ślady pradawnych kultur skupione w ruinach Castellu di Cucuruzzu czy Filitosa ,a także te pojedyncze -Menhiry –groby liczące sobie 4000lat ,czy nawet napotykane co chwilę wzdłuż trasy ruiny latarni morskich pozostawiają w człowieku niesamowite wrażenia.
Ślady pradawnych kultur są na wyspie wszechobecne jeśli macie ochotę to polecam ruiny zamku oraz muzeum w Corte. Dla lubiących wspinaczki między jazdą na motocyklu lub nurkowanie też coś się znajdzie. Dla tych pierwszych na drodze prowadzącej na najwyższy szczyt Korsyki Monte Cinto2706mnp dojechać można na 1450mnp do starego ośrodka narciarskiego Haut Asco gdzie po drodze można zobaczyć amatorów kanioningu, natomiast nurkowanie to chyba specjalność Porto ,niestety mój syn nie zgodził się by poczekać w łodzi aż tata się pobawi pod wodą –może to i dobrze? Przynajmniej jest po co wracać. W Ajaccio mieście narodzin Napoleona można zwiedzić muzeum w jego rodzinnym domu co nie było nam dane ze względu na zbyt późna porę. Będąc w okolicach Porto Vecchio proponuję nie byle jaka trasę w okolice najcharakterystyczniejszego chyba na wyspie trzeciego co do wielkości masywu Col de Bavella i jeszcze długo można by tak wymieniać. Ponieważ nie znalazłem żadnego polskiego przewodnika po Korsyce korzystałem z niemieckojęzycznej serii „Lust auf
…”Pamiętajcie ,że po każdej podróży czeka na was czyste i ciepłe morze. Tak więc na wyspie liczącej ok. 170km długości i 80km szerokości przejechaliśmy w 8dni prawie 1500km a jeszcze mam po co tam wracać gdyż nie sposób zobaczyć wszystkiego. Drogi na wyspie są wspaniałe należy jednak uważać na odcinki remontowane gdzie wysypany grubo tłuczeń często nieubity może sprawić nie lada problemy oraz hasające zwierzęta ,także ostrzelane śrutem znaki drogowe wskazywałyby na to że po zmroku lepiej uważać. My jednak nie doświadczyliśmy żadnego przejawu agresji a jedynie mała wpadka z otrzymanym w wydanej reszcie fałszywym banknotem trochę zachwiała mój spokój ducha ale i z tym sobie poradziliśmy.
Drogę powrotną postanowiłem trochę urozmaicić i docelowym portem była Nicea skąd udaliśmy się do Monaco i Monte Carlo a dalej autostradą nad wspomniane już wcześniej jezioro Garda. W pierwszej wersji planowałem nocleg gdzieś w okolicach San Remo ale zmęczenie i bagaż przeżyć pchały nas do domu. Tym razem jezioro Garda objechaliśmy z drugiej strony zamykając tym samym pętlę. Została nam jeszcze Austria ze swoimi uroczymi Alpami no i meta w Landshut gdzie zaparkowaliśmy nasze cudo na samochodzie.
Nasza trasa liczyła sobie 3200km na motocyklu i 1500km na dojazd do Niemiec. Bezpośrednia i najkrótsza droga ze Śląska do Livorno to ok. 1300km na wyspie jeździmy kto ile zapragnie mając na uwadze że koszty paliwa to podstawa naszych wydatków ,same utrzymanie na wyspie nie jest jakimś specjalnym obciążeniem dla naszego portfela pod warunkiem że trochę czasu poświęcimy na znalezienie marketu albo tańszego kampingu ,gdyż ceny mają rozbieżność do 100%. Specjalne podziękowania i wyrazy uznania dla mojego 6-cio letniego syna ,któremu należy się medal za wytrzymałość ,bo chociaż bardzo się starałem…
A ja tam i tak jeszcze raz się wybiorę i wam też gorąco polecam.

