Bywa czasem tak, że my motocykliści podróżnicy explorujemy świat ten bliski i daleki w pojedynkę, solo. Bywa również, że chcemy zostawić sobie i innym jakiś ślad miejsca i czasu z tego pobytu. O ile uwiecznienie przez aparat "z ręki", na postoju nie jest niczym technicznie wyjątkowym (pomijam tu średnią jakość większości zdjęć), o tyle rejestrowanie fotografii samemu i to podczas jazdy ma motocyklu stanowi już wyzwanie.
Nie jest sprawą technicznie prostą sfotografować siebie podczas jazdy. Do tego trzeba mieć już odpowiedni sprzęt.
Zacznę od statywu, bo wydaje mi się w takiej sytuacji podstawą. Solidny statyw plus głowica i lustrzanka to już ładnych parę kilogramów. Poza tym trzeba to wszystko mieć sensownie przymocowane (podczas jazdy) do motocykla. Naturalnie lustrzanka osobno w torbie, futerale, statyw osobno (np. przy stelażu). I pilot.
Zaczynamy - znaleźliśmy już miejsce, zatem stop. Ściąganie kasku, rękawiczek, rozpakowanie statywu, lustrzanki, montaż. Do tego pilot zdalnego wywołania (najczęściej na podczerwień - bez tego ani rusz, bo przecież musimy uruchomić aparat na odległość). Zmontowaliśmy zabawki, teraz kadrowanie, jakiś tam pomiar (światło, czas, itd.). Musimy pamiętać, by od razu w aparacie ustawić funkcję wyzwalania migawki przez pilota. Z mojego (miernego w tym zakresie doświadczenia) sugeruję również ustawiać ostrość/focus ręcznie (w trybie manualnym) na odpowiednią odległość, to znaczy taką, takie miejsce, w którym przewidujemy przejeżdżać motocyklem i uwiecznić to na zdjęciu. Dlaczego? Ponieważ aparat po sygnale z pilota zadziała z opóźnieniem, i jeśli nie posiada funkcji dynamicznego/zmiennego pola autofocusa to nie ma żadnej gwarancji, że przejeżdżający obiekt będzie tym, co aparat uzna za pierwszy (ostry) plan. Poza tym nie każda lustrzanka ostrzy szybko, a tu czas jest ważny, więc lepiej chyba ostrość ustawić manualnie, zapamiętać na jakie miejsce, odległość i dojeżdżając na moto tuż przed nim użyć rzeczonego pilota.
Piloty na podczerwień pewne wady, mianowicie – pomiędzy pilotem a aparatem nie może znajdować się żadna przeszkoda (ciemna szyba, handbar, itd), ponieważ nie zadziała, ponadto – mają ograniczony zakres/dystans działania, raptem paręnaście metrów, co wyklucza focenie z dużej odległości.
Dobrym rozwiązaniem w tej sytuacji okazać się może obiektyw szerokokątny, który pozwoli na wykonanie zdjęcia z niewielkiej odległości przy zachowaniu dużego kąta, pola widzenia.
Czas w końcu na zdjęcie. Ruszamy, z pilotem w ręku, nawrót i dość powoli kierujemy się w stronę ustawionego aparatu. Używając pilota wyzwalamy aparat, poszło. Zawracamy znowu, jazda z powrotem, znowu nawrót i po raz kolejny w stronę aparatu. Znowu pilot, aparat pstryk i... zawracamy jeszcze raz, itd. Wykonujemy to dość powoli – pamiętać trzeba, że im szybciej pojedziemy tym szybszy/krótszy czas należy ustawić w aparacie, a to z kolei mniejsza głębia ostrości (ale to już zupełnie inny wątek).
Załóżmy, że po 3 próbach uwieczniliśmy co należało. Ściągamy kask, rękawice, itd. Czas na pakowanie – lustro do torby, statyw montujemy do moto. Robi się poważnie ciepło. Podczas samej powolnej jazdy nie zdążyliśmy się ochłodzić, teraz cyrk ze zbieraniem sprzętu też dogrzewa. Trzeba pamiętać – takich akcji należy bezwzględnie unikać podczas upałów.
Ruszamy dalej, mija 600 metrów, o! Ciekawe miejsce.
Zatrzymujemy się i zaczynamy zabawę od nowa... ale czego się nie robi dla zachowania wrażeń.
P.S.
Załączone fotki to tylko materiał poglądowy, oczywiście wykonane przeze mnie osobiście, podczas jazdy.
Linki do zdjęć w galerii:
Zdjęcie 1
Zdjęcie 2


